Portret psychologiczny sprawcy przemocy

Autor: Paulina Chocholska

Źródło: www.psychotekst.pl

Mam władzę!

Sprawcy przemocy uwielbiają czuć się panami sytuacji. 100% posłuchu: "wykonać natychmiast!". Albo kiedy indziej, ale na mój rozkaz. Pełna władza, żadnego ociągania.

Drżyjcie, taki jestem silny!

Wszystkie rozbijania sprzętów, wrzaski, wyzwiska itp. służą podnoszeniu własnego poczucia siły. Takie poczucie jest sprawcy potrzebne, aby mieć moc do wymuszania na otoczeniu określonych zachowań. Ale czy naprawdę silny człowiek musi udowadniać na prawo i lewo, jaki jest groźny?

Pompuje swoją "moc" poprzez kontrast z otoczeniem okazującym słabość, podporządkowanie. Sprawca często nawet nie jest silny fizycznie - bo nie musi, ofiary i tak się nie bronią. Demonstrować swoją potencjalną siłę za to lubi i potrafi. Służą temu także straszne miny przy wbijaniu noża w kiełbasę, groźby, opowieści, co to on potrafi zrobić. Wszystko to służy przekonaniu otoczenia, że nie można z nim zadzierać, bo i tak się przegra. On zgniecie innych jednym palcem - a przynajmniej chce, żeby wszyscy tak myśleli.

...lecz tchórzem podszyty

W głębi duszy osobę stosującą przemoc przepaja lęk oraz przekonanie o własnej słabości. Wie, że utrata kontroli nad najbliższym otoczeniem skończyłaby się dla niego utratą całego poczucia siły. Dlatego tak agresywnie reaguje na wszelkie przejawy buntu ze strony swoich ofiar. Dlatego właśnie zrobi wszystko, by swoją ofiarę ośmieszyć przed policją, zrobić z niej wariatkę. Broni wszystkiego, co ma - poczucia siły i panowania nad słabszymi. Siła sprawcy powstaje tylko w kontraście sprawca-ofiara, nie istnieje sama w sobie. Sprawcy przemocy domowej są często mało poważani przez kolegów - np. w pracy. A już na pewno nie są tam odbierani jako silni.

Dlatego właśnie najczęstszym układem przemocy jest mężczyzna-sprawca i kobieta-ofiara. Tu od razu mężczyzna czuje się silniejszy - bo kobieta jest z natury na ogół słabsza fizycznie (lub za taką uchodzi i sama w to wierzy). Kobieta mająca dzieci jest wiecznie zagoniona i zmęczona, przez co łatwiej ją podporządkować. Matce zależy na dzieciach - ten fakt też jest wykorzystywany przez sprawcę. Często matki zgadzają się na wiele - bo czują się postawione przed wyborem: albo krzywdzę ciebie i siedzisz cicho albo skrzywdzę dzieci. Fakt, czy sprawca jest biologicznym rodzicem tych dzieci czy nie, często ma małe znaczenie. Sprawca nie szanuje ludzi ogólnie, pokrewieństwo nie ma tu większego znaczenia. Liczy się przewaga, jaką czuje sprawca nad słabszym od siebie człowiekiem.

Jak styropian na wszystkich ścianach

Sprawca izoluje ofiary od otoczenia - bo w głębi duszy czuje, że za oknem są silniejsi od niego i że może zostać potraktowany przez nich tak, jak do tej pory traktował słabszych. Izolowanie służy bezpieczeństwu sprawcy, daje mu poczucie, że to on w tych czterech ścianach ma władzę absolutną. Robi, co może, aby ofiara po wyjściu w domu, oczywiście jak najrzadszym, miała nadal zasznurowane usta. Jeśli ofiara jednak coś komuś powie, sprawca od razu zakazuje kontaktu albo pędzi zrobić ofierze fatalną opinię.

Pociąganie za sznurki przypięte do wszystkiego

Boi się także osób i instytucji stających w obronie ofiary. Wie, że każda ingerencja z zewnątrz może zakończyć jego wpływ na ofiary i dlatego ucieka się do wszelkich metod, aby przekonać ludzi z zewnątrz o swojej racji. Przykładem może być zachowanie sprawców w czasie interwencji policji po awanturze domowej. Sprawca używa wtedy wielu argumentów, często w następującej kolejności:

1. ma rację, robi słusznie - i zrobi wiele, żeby przekonać o tym funkcjonariuszy
2. ofiara jest wariatką, 
3. to ofiara jest prawdziwym sprawcą,
4. on jest niewinny,
5. musi bronić siebie i dlatego wynikła awantura,
6. nic nie zrobił, ofierze się wydaje,
7. próbuje "zakumplować się" z interweniującymi, aby stanęli po jego stronie (odwołuje się do "męskiej solidarności", kpi z ofiary, itp.)
8. udaje potulnego, uprzejmego i rzeczowego przy osobach z zewnątrz a rozhisteryzowana tym oszukaństwem ofiara wychodzi na "wariata";

Sprytnie manipuluje uczuciami ofiary i jej podstawowymi lękami oraz potrzebami: nie dam pieniędzy, nie będziesz miała za co jeść i nakarmić dzieci, zabiorę dzieci bo jesteś złą matką, zabiorę ci dokumenty i będziesz nikim, wyrzucę cię z mieszkania, zabiorę ci wszystko, to wszystko jest moje nie twoje, nie masz żadnych praw.

Komunikuje całym sobą:

"Beze mnie jesteś nikim i musisz się zgadzać na wszystko, co mówię i robię".

Ten komunikat zniewala ofiarę. Odbiera siły do poszukiwania pomocy oraz resztki poczucia godności. A sprawcy właśnie o to chodzi - bo jego siła nie bazuje na prawdziwej sile, tylko na pozornej słabości ofiary. Sprawca staje się coraz silniejszy, bo to ofiara staje się coraz słabsza psychicznie. Dlatego tak bardzo sprawcy zależy na izolacji i podporządkowaniu ofiary - na tym opiera się jego poczucie wartości, siły i wszechmocy.

O smutnej przeszłości

Przemoc rodzi przemoc. Prawie wszyscy sprawcy przemocy w dzieciństwie i/lub młodości byli krzywdzeni, zaniedbywani, bici czy molestowani seksualnie. W pewnym sensie "oddają" to, co dostali jako słabsi i bezbronni. To powoduje, że portret sprawcy, gdy patrzy się na niego z boku, jest straszny, lecz także i potwornie smutny, bo wściekłe oczy i wrzaski oraz podniesione pięści skrywają w głębi małego, płaczącego, posiniaczonego i skrzywdzonego chłopca.

Ta smutna przeszłość nie zwalnia jednak nikogo z obowiązku panowania nad swoją agresją i emocjami. Niczego nie usprawiedliwia. Wiele osób doświadczyło w dzieciństwie wielkich krzywd, a mimo to szanują innych i siebie. To jest możliwe.

Powyższy opis zapewne nie ujmuje wszystkich cech sprawcy przemocy - bo każdy sprawca jest człowiekiem i ma swoje indywidualne, niepowtarzalne cechy. Nie wszystkie z wymienionych cech są konieczne, aby zostać sprawcą. Pamiętaj też, że nie każdy, kto ma takie cechy, bije bliskich i ubliża ludziom wokół siebie. Są osoby, które potrafią swoje wady i frustracje rozładować w inny sposób niż poprzez przemoc. To jest możliwe i warto nad tym pracować!

Źródło: www.psychotekst.pl

Sprawcy i ofiary mobbingu w szkołach

mobbing

Problem mobbingu w szkołach jest coraz częściej komentowany w polskich mediach. Za pomocą tego  artykułu chcielibyśmy uzbroić każdego rodzica w wiedzę pozwalającą mu ocenić czy jego dziecko nie jest ofiarą lub sprawcą przemocy fizycznej lub psychicznej w środowisku rówieśników. Wbrew powszechnemu przekonaniu, zjawisko to dotyczy także szkół podstawowych.

Mobbing szkolny – co to jest?

Jest szeroko pojęta przemoc emocjonalna, psychiczna lub fizyczna skierowana w jedną lub więcej osób, zwykle przez środowisko, w którym przebywają np. kolegów z klasy, starsze dzieci ze szkoły wobec maluchów, nauczycieli wobec ucznia lecz także uczniowie wobec nauczyciela. Takie działanie ma na celu zastraszenie, poniżenie, ośmieszenie, wyizolowanie lub nawet wyeliminowanie osoby poddawanej mobbingowi.

Charakterystyka mobbingu:

  • występuje w sposób ciągły i długotrwały (wiele tygodni lub miesięcy), nie stanowi wyłącznie jednorazowego odreagowywania klasy np. po przegranym konkursie z powodu błędu jednego z kolegów;
  • występuje często tzn. minimum 2 razy w tygodniu wobec tej samej osoby,
  • ofiara mobbingu jest wyraźnie słabsza psychicznie i/lub fizycznie od swoich prześladowców, nie potrafi zapobiec przemocy ani jej się przeciwstawić,
  • jest trzymany w tajemnicy tzn. nigdy nie dzieje się na widoku osób, które mogłyby zareagować i obronić ofiarę oraz ukarać sprawców.

Skąd się biorą sprawcy mobbingu?

Wbrew pozorom nie wyłącznie z rodzin patologicznych lub spośród dzieci, które same doznają w środowisku domowym przemocy. Oczywiście jest prawdą, że dziecko, które samo doświadcza agresji, z większym prawdopodobieństwem zacznie ją stosować w środowisku rówieśniczym. Jednak właśnie uporczywe powtarzanie tej prawdy przez „normalnych” rodziców zasłania im oczy na to, co może wyczyniać… ich rodzone dziecko.

Grupy dziecięce i młodzieżowe rządzą się trochę prawami dżungli. Już od przedszkoli w każdej będą widoczne dzieci z cechami przywódczymi, dzieci towarzyskie, dzieci nieśmiałe, typowi outsiderzy albo dzieci „inne”, odrzucane przez grupę. W każdym wieku pokusa „władzy” nad innymi, popularności za wszelką cenę, przewodzenia innym, zyskiwania sympatii poprzez ukazywanie swojej wyższości nad nimi jest tak samo silna. Wcale nie potrzeba być przy tym dzieckiem z patologicznej rodziny.

Jeśli masz w domu dziecko z cechami przywódczymi, otoczone zawsze grupą rówieśników, lubiane i pełne pomysłów na życie towarzyskie, a sam/sama przyłapujesz się na myśleniu „on/ona na pewno poradzi sobie w życiu”… nie zapomnij czasem porozmawiać z nim o tym kto jest najmniej lubiany w klasie, z kogo wszyscy się śmieją i dlaczego. Nie oceniaj przy tym dziecka i nie przesłuchuj, niech takie rozmowy będą naturalne. Dziecko z dużym poczuciem własnej wartości warto ukierunkowywać na tzw. wrażliwość społeczną. Zwracać mu uwagę, że jako osoba, z którą wszyscy się liczą, może zaproponować grupie fajną i oryginalną inicjatywę np. „nie pozwalamy nikomu wyśmiewać się z Mateusza-okularnika”.

Czuwaj nad sposobem oceniania kolegów, obserwuj czy Twoje dziecko odznacza się potrzebą dominacji nad innymi? Czy Wy – rodzice, ludzie względnego sukcesu, często w domu rozmawiacie o „życiowych nieudacznikach” z rodziny, otoczenia, czy wartościujecie ludzi na podstawie tego do czego „doszli w życiu”? Najczęściej właśnie z takiej, nieprzejednanej wobec słabości innych, postawy rodziców oraz ich poczucia wyższości, bierze się brak wrażliwości dziecka na uczucia kolegów słabszych fizycznie, mniej zdolnych, odróżniających się wyglądem czy cechami charakteru. Dziecko wychowywane w takim duchu nabiera przekonania, że kolega prześladowany w klasie jest sam sobie winien i ma to, na co zasłużył, a gdyby chciał to by przestał być „ofiarą losu”. Sprawcy mobbingu najczęściej nie mają w ogóle poczucia, że kogoś krzywdzą, że robią coś złego. Typowe wymówki prześladowców to:

  • „to tylko żarty i zabawa, a on/on niepotrzebnie wzięła to na poważnie”
  • „my nic złego nie chcieliśmy zrobić”
  • „on/ona sama jest sobie winna, bo jest kujonem i podlizuje się nauczycielom”
  • „on/ona się uważa za lepszego od nas to ma za swoje”

Dzieci nie mają świadomości, że każdy chce czuć się ważny i doceniony, tym bardziej ktoś odrzucony przez grupę. Skoro nie znalazł przyjaciół wśród rówieśników to szuka ich między nauczycielami. Skoro koledzy uważają go za „głupka” to stara się mieć najlepsze oceny. Poza tym niemal w 100% przypadków mobbingu okazuje się, że prześladowcy naprawdę nie poznali swojego poniżanego kolegi, nic o nim nie wiedzą, nie potrafią wymienić jego zainteresowań, nie wiedzą nic o jego rodzinie ani mocnych stronach charakteru, nie rzadko mylą się także w odbiorze jego zachowania przez nauczycieli.

źródło: http://egaga.pl

Przemoc to nie tylko bicie i gwałt

Mąż nie dał pieniędzy na buty. Przemoc to nie tylko bicie i gwałt

przemoc

Zadzwoniła do nas po pomoc kobieta brutalnie zgwałcona, ma obrażenia ciała. Ale biegły w sądzie podkreśla, że przecież piła wcześniej alkohol z tym mężczyzną. A więc w domyśle ''sama jest sobie winna'', bo porządna kobieta nie pije alkoholu z mężczyzną, z którym nie zamierza uprawiać seksu. Otóż nie - kobieta ma prawo pić alkohol i nikt nie ma prawa jej zgwałcić.

Przemoc to nie tylko bicie i gwałt. Konwencja wprowadza pojęcie przemocy ekonomicznej.

W Polsce komornicy ściągają zaległości zaledwie od 17 proc. alimenciarzy. To wynik znacznie gorszy niż w przypadku innych dłużników. Dlaczego akurat w sprawie alimentów system jest tak niewydolny? Do korzystania z funduszu alimentacyjnego uprawnione są tylko kobiety, które mają bardzo niskie dochody. Ale dlaczego kobieta, która ciężko pracuje i godnie zarabia, obrywa za to? Może państwo powinno automatycznie przejmować zobowiązania uchylających się alimenciarzy? Sądy ich nie karzą, uzasadniając, że niepłacenie alimentów nie jest uporczywe, bo raz na pół roku coś tam wpłacił, nie całą sumę, ale część, czyli wykazał chęci. Jednakże opóźnienia z alimentami nie tylko upokarzają kobietę i dzieci, bo ona musi upominać się i prosić, ale też powodują zachwianie ich poczucia bezpieczeństwa. Nie wiedzą, czy mogą planować urlop, zapraszać na urodziny dziecka, bo nie wiedzą, czy będzie na jedzenie.

Przemoc ekonomiczna to także wydzielanie żonie czy partnerce pieniędzy na dom i zachowywanie reszty dla siebie bez uzgodnienia z nią. Pasożytowanie na jej pracy.

Co prawo może zrobić z mężczyzną, który nie daje żonie na dentystę lub buty zimowe, a sam hula po barach?

Nazwanie przemocy ekonomicznej po imieniu może pomóc choćby przy rozwodzie - ułatwi orzeczenie o winie. Zachowania sprawców przemocy ekonomicznej bywają naprawdę okrutne. Drastyczne są przypadki porzucanych kobiet, które całe życie poświęciły pracy na rzecz męża, dzieci i domu. Ostatnio zgłosiła się do nas pani w wieku 60 lat. Całe życie dbała o dom i nieformalnie pracowała w firmie męża. On zawczasu zabezpieczył większość majątku i wystąpił o rozwód.

Mąż innej kobiety po latach stwierdza, że nie będzie jej dawał pieniędzy ''za nic'', tylko płacił za to, co chce - 5 zł za ugotowanie obiadu, 3 zł za zmycie naczyń itp.

Albo kobieta pracuje zawodowo i zajmuje się dziećmi, a on siedzi w domu na kanapie. I złośliwie odkręca kaloryfery na 35 st. C, żeby ją ukarać ogromnym rachunkiem.

Im bardziej kobieta jest zależna ekonomicznie od partnera, tym bardziej podatna na ustawienie w roli ofiary. Warta rozważenia jest myśl, by kobiety, które decydują się całe życie pracować na rzecz domu i rodziny, miały emerytury wypłacane ze składek mężów.

W Polsce nie mamy kompleksowego programu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, a przemoc domową utożsamia się raczej z alkoholizmem i patologią niż dyskryminacją ze względu na płeć. Niech powstanie niezależna agencja rządowa ds. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet. Ewentualnie - departament resortu sprawiedliwości czy biuro u pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Ale w jednym miejscu.

Zaczynać należy od edukacji przedszkolnej dziewczynek i chłopców, bo powiedzonka typu ''baba niebita to jak kosa nieklepana'' wciąż funkcjonują w naszym społeczeństwie.

Jak na rysunku Marka Raczkowskiego: policjanci pocieszają faceta, którego musieli aresztować za bicie żony.

Niestety, tak bywa w rzeczywistości. Do Centrum Praw Kobiet nierzadko zgłaszają się po pomoc żony policjantów i wojskowych. A ''męska solidarność'' w tych sprawach wciąż ma się dobrze, nie tylko w zawodach mundurowych.

Polska zastrzegła, że nie będzie stosować konwencji w przypadku, gdy przestępstwo popełni osoba z miejscem stałego zamieszkania na terytorium Polski, ale niebędąca polskim obywatelem.

Niestety, wyłącza to część ofiar z systemu opieki i pomocy. W Polsce są tysiące imigrantów, par wietnamskich, ukraińskich, chińskich, które mają różne formy legalizacji pobytu lub mieszkają tu i pracują nielegalnie. Kobiety, które słabo znają język i prawo, są szczególnie narażone na przemoc. Dziś trochę takich spraw załatwiamy ''jakoś tam'', np. zgłaszamy się na policję z poszkodowaną Ukrainką bez żadnych papierów i policjanci biorą sprawę, o papiery nie pytając. Ale większość ofiar bez legalnego pobytu nigdzie się nie zgłasza. Ze strachu.

źródło: http://www.wysokieobcasy.pl