Konwencja antyprzemocowa PODPISANA

Prezydent podpisał konwencję antyprzemocową. Komorowski: Brak ratyfikacji przez Polskę to byłaby hańba międzynarodowa


Prezydent RP podpisuje konwencję antyprzemocową

Prezydent RP podpisuje konwencję antyprzemocową (Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Prezydent Bronisław Komorowski ratyfikował konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. - Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Polska mogłaby być krajem, który tej konwencji nie ratyfikuje. To byłaby hańba międzynarodowa - podkreślił prezydent. Zaznaczył jednocześnie, że konwencja jest zgodna z konstytucją.
 
Prezydent Bronisław Komorowski, tuż przed podpisaniem konwencji antyprzemocowej, podkreślił, że w tej kwestii nie można kierować się kalkulacją polityczną, ale trzeba stać po stronie ofiar, krzywdzonych, po stronie osób słabszych. - Uważam, że ta kwestia jest na tyle ważna, że nie powinna podlegać żadnym kalendarzom politycznym - ani zwykłemu kalendarzowi politycznemu, ani wyborczemu - powiedział prezydent.

Komorowski zaznaczył, że podpisuje konwencję w "głębokim przekonaniu, że najważniejsze są opinie i stanowiska wyrażone przez ofiary przemocy w domach". - Nie można w takich sprawach kierować się kalkulacją polityczną czy wyborczą. Po prostu trzeba być pryncypialnie i zasadniczo po stronie ofiar, po stronie krzywdzonych, po stronie słabszych - podkreślił.
 
"Nieratyfikowanie konwencji to byłaby hańba międzynarodowa"

- Znalazłem wystarczającą ilość powodów, aby ocenić, że wpływ konwencji na polskie prawo jest już i będzie w przyszłości absolutnie pozytywny, będzie wzmacniał przepisy prawa - ocenił Komorowski.

Jak dodał, w sprawie ratyfikacji konwencji dostał wiele listów. - Wiemy wszyscy, że jest sporo kontrowersji wokół kwestii ratyfikowania konwencji, ale jednocześnie dostaję całą masę różnych listów, stanowisk, apeli od instytucji, ale także od całego szeregu osób prywatnych, są oczywiście listy, które gorąco proszą, aby jak najszybciej dokonać tej ratyfikacji i są listy, które wyrażają różnego rodzaju obawy, są także listy z żądaniami, oczekiwaniami, abym tej ratyfikacji nie dokończył - mówił Komorowski.

Prezydent powiedział, że jego wątpliwości budziła kwestia języka konwencji - "ocena adekwatności języka i pojęć". - Bo rzeczywiście brakuje odniesienia wprost do poważnego źródła tych zjawisk patologicznych, zjawisk typowych dla Polski, jakim jest na przykład alkoholizm - zaznaczył. Według niego, choć język jest nie do końca adekwatny dla kultury i obyczajowości polskiej, to "przecież tu nie o język chodzi, a o ofiary przemocy".

Komorowski zadeklarował, że w dalszych pracach związanych z regulacjami ustawowymi wynikającymi z ratyfikowanej konwencji będzie "stał bardzo pilnie na straży prymatu polskiego prawa i polskiej konstytucji". - Ale jednocześnie pragnę wyrazić jednoznaczną deklarację, że ta konwencja jest ważna dla postępu w zakresie ograniczania patologicznych zjawisk, które są nieszczęściem wielu polskich rodzin. I nie wyobrażam sobie sytuacji takiej, w której Polska mogłaby być krajem, który tej konwencji nie ratyfikuje; to byłaby hańba międzynarodowa - podkreślił Komorowski.

Konwencja ma chronić kobiety

Konwencja Rady Europy została uchwalona w 2011 r. w Stambule. Ma ona chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawia, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze.

Polska podpisała konwencję w grudniu 2012 r. W kwietniu 2014 r. rząd podjął uchwałę ws. przedłożenia jej do ratyfikacji i przyjął projekt odpowiedniej ustawy. Sejm uchwalił ją w lutym tego roku, a Komorowski podpisał ją 14 marca.

Kontrowersje wokół konwencji

Konwencja wzbudziła w Polsce kontrowersje. Jej przeciwnicy - m.in. przedstawiciele Kościoła i prawej strony sceny politycznej - podnosili argumenty o jej niekonstytucyjności. Wyrażali również obawy, że uderzy ona w tradycyjnie rozumianą rodzinę, a także polską tradycję i religię.

Konwencję podpisało 37 z 47 państw Rady Europy, w tym 23 z 28 należących do UE. Ratyfikowało ją 17 krajów, w tym 10 członków UE.
 
źródło:http://www.tokfm.pl

Przemoc wobec kobiet - to problem mężczyzn

Przemoc w rodzinie i molestowanie seksualne często nazywa się „problemami kobiet”. Jednak w tej odważnej prelekcji Jackson Katz dowodzi, że są to kwestie nierozerwalnie związane z mężczyznami i pokazuje, w jaki sposób brutalne zachowania wiążą się z ogólnie przyjętymi definicjami męskości. Wzywa wszystkich – kobiety i mężczyzn – by potępiać niedopuszczalne zachowania i stać się liderami na rzecz zmian.

Jackson Katz: Przemoc wobec kobiet — to problem mężczyzn

Translated by Lena Gorska
Reviewed by Magdalena Stonawska

0:11 Opowiem wam o zmieniających się poglądach na temat przemocy ze względu na płeć. Napaści na tle seksualnym, przemocy domowej, nadużyć, molestowania, wykorzystywania dzieci. To cały szereg zagadnień, który można w skrócie nazwać przemocą ze względu na płeć. Uważano je za problemy kobiet, wspierane tylko przez niektórych mężczyzn. Mam problem z takim podejściem, nie akceptuję go. Nie uważam ich za problemy kobiet, w których niektórzy, dobrzy mężczyźni mogą pomóc. Twierdzę, że to przede wszystkim problemy mężczyzn. (Brawa) Oczywiście to również problemy kobiet, zdaję sobie z tego sprawę, ale nazywanie przemocy ze względu na płeć problemem kobiet jest częścią problemu, z wielu powodów. Po pierwsze, daje mężczyznom wymówkę, by nie zwracać uwagi. Wielu mężczyzn, gdy słyszy określenie „problemy kobiet" ma tendencję do zagłuszania go: „Hej, jestem facetem. To dla kobiet". W rezultacie sporo z nich zatrzymuje się na tej właśnie myśli. To prawie jak chip zmieniający aktywność mózgu, kierujący naszą uwagę ścieżkami neuronowymi w innym kierunku, kiedy słyszymy termin „problemy kobiet". Podobnie jest w przypadku słowa „płeć". Wiele osób, gdy słyszy słowo „płeć", myśli „kobiety". Uważa się, że kwestie płci są równoznaczne z problemami kobiet. Jest tu pewne nieporozumienie. Pozwólcie, że je zaprezentuję na drodze analogii. Porozmawiajmy o kwestiach rasowych. Gdy w USA słyszymy słowo „rasa", wielu myśli, że mowa o Afro-Amerykanach, Latynosach, Azjatach, ludności rdzennej, południowo-azjatyckiej, Wysp Pacyfiku... Wielu, słysząc słowo „orientacja seksualna", myśli, że to oznacza gejów, lesbijki, osoby biseksualne. Wielu, słysząc słowo „płeć", myśli, że to kobiety. W każdym przypadku grupa dominująca przestaje zwracać uwagę. Tak, jakby biali nie mieli tożsamości rasowej lub przynależności do jakiejś kategorii, tak, jakby ludzie heteroseksualni nie mieli orientacji seksualnej, jakby mężczyźni nie mieli płci. To jeden ze sposobów na podtrzymywanie i powielanie dominującego systemu, co oznacza, że dominująca grupa rzadko kwestionuje, a nawet ma świadomość swej dominacji. To jedna z kluczowych cech władzy i przywilejów - niewzbudzanie wątpliwości. Brakuje introspekcji, rzeczy stają się w dużej mierze niewidzialne w dyskursie odnośnie spraw, które nas przede wszystkim dotyczą. Niesamowite, jak to działa w przemocy domowej i seksualnej, w jak ogromnym stopniu mężczyzn „wymazano" z rozmowy na temat, którego są centrum. Zaprezentuję to, o czym mówię, przy użyciu starych technologii. W pewnych kwestiach jestem staroświecki. Pracuję i kręcę filmy przy użyciu high-tech, ale nadal jestem starej szkoły jako edukator. Zaprezentuje wam ćwiczenie, które przedstawia na płaszczyźnie struktury zdania, w jaki sposób myślimy i w jaki sposób używamy języka, i jak to przyczynia się do odwracania naszej uwagi od mężczyzn. To w szczególności dotyczy przemocy w rodzinie, ale można to przenieść na inne kwestie. Przykład z pracy feministki i językoznawczyni Julii Penelope. Zaczyna się bardzo prostym angielskim zdaniem: „John pobił Mary". To poprawne angielskie zdanie. John jest podmiotem, wyraz „pobił" to orzeczenie, a Mary to dopełnienie. Poprawne zdanie. Teraz przejdziemy do drugiego zdania, które mówi to samo w stronie biernej: „Mary została pobita przez Johna". Dużo się w tym zdaniu wydarzyło. Przeszliśmy od „John pobił Mary" do „Mary została pobita przez Johna". Nasza uwaga została skierowana od Johna do Mary, John jest bardzo blisko końca zdania. Bardzo blisko opuszczenia naszej uwagi. W trzecim zdaniu wyrzucamy Johna i otrzymujemy: „Mary została pobita". Teraz chodzi już tylko o Mary. Nawet nie myślimy o Johnie. Cała uwaga skupia się na Mary. Wcześniejsze pokolenia jako synonimu słowa „pobita" używały „maltretowana", mamy więc: „Mary została zmaltretowana". I ostatnie zdanie w tej sekwencji, wynikające z wcześniejszych: „Mary jest maltretowana". Nowa tożsamość Mary to „maltretowana kobieta", oto, co John zrobił jej przede wszystkim. Sam John jednak dawno opuścił rozmowę. Ci, którzy pracują w sektorze przemocy domowej i seksualnej, wiedzą, że najczęściej obwinia się ofiarę, obwinia się osobę, której to zrobiono, a nie osobę, która to zrobiła. Mówi się rzeczy typu: dlaczego te kobiety zadają się z takimi facetami? Co je do nich ciągnie? Dlaczego ciągle do nich wracają? Co miała wtedy na sobie? Głupio zrobiła. Dlaczego piła alkohol z grupą facetów w pokoju hotelowym? To jest obwinianie ofiary i istnieje wiele tego powodów, ale jednym z nich jest to, że nasz system poznawczy jest tak zaprogramowany. To działa na poziomie podświadomości. Nasz system poznawczy zaprogramowany jest do zadawania pytań o kobiety, ich wybory, ich myśli i ubiory. Nie mam zamiaru uciszać tych, którzy zadają pytania o kobiety, to uzasadnione. Ale musimy jasno powiedzieć, że pytania wyłącznie o Mary do niczego nie prowadzą w kwestii zapobiegania przemocy. Musimy zmienić zestaw pytań. Wiecie, dokąd zmierzam. Pytania nie powinny dotyczyć Mary, tylko Johna. Pytania powinny dotyczyć tego, dlaczego John pobił Mary. Dlaczego przemoc domowa to wciąż duży problem w Stanach Zjednoczonych i reszcie świata? Co się dzieje? Dlaczego tak wielu mężczyzn dopuszcza się nadużyć fizycznych, emocjonalnych, werbalnych i innych, względem kobiet i dziewcząt oraz mężczyzn i chłopców, których twierdzą, że kochają? Co się dzieje z mężczyznami? Dlaczego tak wielu mężczyzn molestuje dzieci? Dlaczego jest to tak częsty problem w naszych społeczeństwach? Dlaczego na okrągło słyszymy o nowych skandalach w ważnych instytucjach, jak Kościół Katolicki czy program futbolu Penn State, czy Boy Scouts of America? W kółko. Również w lokalnych społecznościach całego kraju i reszty świata. Słyszymy o tym cały czas. Dzieci wykorzystuje się seksualnie. Co się dzieje z mężczyznami? Dlaczego na całym świecie tak wielu gwałci kobiety? Dlaczego tak wielu mężczyzn gwałci innych mężczyzn? Co się dzieje z mężczyznami? Jaka jest rola różnych instytucji społecznych, które przyczyniają się do produkcji takich mężczyzn na pandemiczną skalę? Bo to nie chodzi o pojedynczych sprawców. To naiwny sposób rozumowania o czymś, co sięga znacznie głębiej i ma charakter systematyczny. Wiemy, że sprawcy to nie potwory wyłażące z bagien, które przychodzą do miasta, dopuszczają się paskudnych czynów, a następnie wracają do czeluści. To bardzo naiwne, prawda? Sprawcami są normalni ludzie, jakich codziennie się spotyka. Pytanie zatem, co takiego robimy w tej sprawie w naszym społeczeństwach? Jaki jest udział różnych instytucji w produkcji tych mężczyzn? Jaka jest rola wierzeń religijnych, sportu, pornografii, struktury rodzinnej, ekonomii i ich wzajemnych powiązań? Jak się krzyżują powiązania rasowo-etniczne? Jak to wszystko funkcjonuje? Kiedy zaczniemy odkrywać tego rodzaju powiązania i zadawać pytania ważne i wielkie, wtedy możemy zacząć rozmawiać o zmianach. O tym, co możemy zrobić inaczej. Jak możemy zmienić te zachowania? Jak możemy zmienić proces socjalizacji chłopców i definicje męskości, które prowadzą do obecnego stanu? To pytania, które należy sobie zadać i rodzaj pracy, który musimy wykonać ale jeśli będziemy się nieustannie koncentrować na tym, co robią i myślą kobiety, w związkach lub gdzie indziej, nigdy do tego nie dojdziemy. Wiele kobiet, które starają się głośno mówić o tych problemach, dziś i wczoraj i przez długie lata, często zostaje uciszonych. Zarzuca się im, że nienawidzą mężczyzn, nazywa się je paskudnymi i obraźliwymi określeniami, jak „feminazistki". Wiecie, o co w tym chodzi? To zabijanie posłańca. Kobietom, które podnoszą głos w imieniu swoim i innych kobiet, jak również mężczyzn i chłopców, nakazuje się, by się zamknęły i siedziały cicho, by zachować obecny system, bo nie lubimy zmian. „Nie podoba nam się, kiedy ludzie stanowią wyzwanie dla naszej władzy". „Siedź cicho". Na szczęście kobiety tego nie robią. Na szczęście żyjemy w świecie, w którym istnieje silne kobiece przywództwo, które może przeciwdziałać. Jedną z silnych ról, jakie mężczyźni mogą w tej pracy odegrać, jest to, że możemy mówić o rzeczach, których kobiety czasami nie mogą powiedzieć, a nawet lepiej, możemy zostać wysłuchani, kiedy kobiety nie mogą. To jest właśnie problem. To seksizm. Ale to prawda. I jedną z rzeczy, które mówię mężczyznom i kolegom jest to, że potrzebujemy więcej facetów, którzy mają odwagę i siłę głośno mówić, wspierać kobiety, nie być przeciwko nim, nie udawać, że to wszystko to walka płci i inne bzdury. Żyjemy na tym świecie razem. Jedną z rzeczy, która naprawdę mnie denerwują w retoryce przeciwko feministkom i innym, którzy budują schroniska dla maltretowanych czy zgwałconych kobiet na świecie, to to, że uważa się, że są one przeciw mężczyznom. Co z tymi wszystkich chłopcami głęboko skrzywdzonymi przez to, co niektórzy mężczyźni robią im, ich matkom, siostrom? Co z tymi wszystkimi chłopcami? Co z tymi wszystkimi młodymi mężczyznami, którzy mają traumę na skutek przemocy dorosłych mężczyzn? Ten sam system, który produkuje mężczyzn stosujących przemoc względem kobiet, produkuje mężczyzn stosujących przemoc względem mężczyzn. Pomówmy teraz o męskich ofiarach przemocy. Większość mężczyzn będących ofiarami przemocy to ofiary przemocy innych mężczyzn. Kobiety i mężczyźni mają coś wspólnego. Jesteśmy ofiarami przemocy mężczyzn. Zatem leży to w naszym wspólnym interesie, nie wspominając już o tym, że większość znanych mi mężczyzn ma kobiety i dziewczyny, na których im bardzo zależy, w rodzinach, kręgach przyjaciół. Mamy tak wiele powodów, żeby mężczyźni głośno o tym mówili. Wydaje się to oczywiste. Czyż nie? W pracy mojej i moich kolegów w sporcie, wojsku, w szkołach, promujemy pionierskie podejście zwane „podejściem postronnego" do zapobiegania przemocy ze względu na płeć. Powiem wam o najważniejszych jego punktach, bo obejmuje duże zmiany, choć ma też wiele szczegółów. Jednak clou jest takie, że zamiast widzieć mężczyzn jako sprawców, a kobiety jako ofiary, czy kobiety jako sprawców, a mężczyzn jako ofiary, dowolna kombinacja. Używam systemu binarnego. Wiem, że istnieje więcej niż to. Są kobiety-sprawcy i mężczyźni-ofiary. Całe spektrum. Ale zamiast patrzeć w sposób binarny, skupiamy się na tych wszystkich „postronnych", którzy zgodnie z definicją nie są ani sprawcą, ani ofiarą w danej sytuacji. Innymi słowy: to przyjaciele, koledzy, współpracownicy, członkowie rodzin, ci z nas, którzy nie są bezpośrednio zaangażowani w diadę przemocy, ale są osadzeni w relacjach społecznych, rodzinnych, pracowniczych, szkolnych i innych z osobami, które mogą się w takiej sytuacji znajdować. Co robimy? Jak możemy się odezwać? Jakie wyzwania stawiamy przyjaciołom? Jak będziemy wspierać przyjaciół? Jak nie pozostawać biernym wobec przemocy? Jeśli chodzi o mężczyzn i męską kulturę, naszym celem jest, by mężczyźni nieużywający przemocy sprzeciwiali się tym, którzy jej używają. I kiedy mówię „używający przemocy" nie chodzi mi tylko o tych, którzy biją kobiety. Nie chodzi to, żeby mężczyzna, którego przyjaciel maltretuje dziewczynę, musiał powstrzymać tego drugiego w momencie ataku. To naiwne podejście tworzenia zmian społecznych. Chodzi o stworzenie kontinuum, żeby mężczyźni wpływali na siebie. Na przykład, jeśli jesteś mężczyzną w grupie grającej w pokera, rozmawiacie, a kobiet nie ma wśród was, a inny facet mówi coś seksistowskiego, poniżającego czy napastliwego o kobietach, zamiast się śmiać się lub udawać, że nie słyszysz, chcemy, żebyś powiedział: „Hej, to nie jest śmieszne. Równie dobrze mógłbyś mówić o mojej siostrze. Możesz pożartować z czegoś innego? Mógłbyś pomówić o czymś innym? Nie podoba mi się to, co mówisz". Podobnie, jeśli w towarzystwie białej osoby inny biały wypowiada rasistowskie opinie, mam nadzieję, że przeszkodzono by mu. że przeszkodzono by mu. Podobnie jak z heteroseksizmem. Jeśli osoba heteroseksualna nie pozwoli na napastliwe lub niewłaściwe zachowania wobec ludzi o innych orientacjach seksualnych, jeśli nie powie o tym głośno i wyraźnie, to w pewnym sensie to milczenie stanie się forum dla przyzwolenia i współudziału. „Podejście postronnych" próbuje dać ludziom narzędzia, by przerwać ten proceder, głośno o nim mówić i stworzyć kulturę równości, gdzie obraźliwe zachowania będą postrzegane jako niedopuszczalne, nie tylko dlatego, że są nielegalne, ale dlatego, że to po prostu złe i nie do przyjęcia w kulturze równości. Jeśli dotrzemy do miejsca, gdzie mężczyźni, którzy zachowują się seksistowsko, stracą status, gdzie młodzi mężczyźni i chłopcy, którzy zachowują się seksistowsko, stracą status i napastliwe zachowanie wobec dziewcząt i kobiet, jak i wobec innych chłopców i mężczyzn, będzie oznaczać utratę statusu społecznego, wiecie co? Zauważymy radykalne zmniejszenie przemocy. Bo typowy sprawca nie jest chory czy wynaturzony. Jest przeciętnym facetem. Wśród wielu wielkich rzeczy, jakie powiedział w swoim krótkim życiu Martin Luther King: „Na końcu będziemy pamiętać nie słowa naszych wrogów, ale milczenie naszych przyjaciół". Na końcu będziemy pamiętać nie słowa naszych wrogów, ale milczenie naszych przyjaciół. Było strasznie dużo ciszy w męskiej kulturze o tej przewlekłej tragedii męskiej przemocy wobec kobiet i dzieci. Było strasznie dużo milczenia. Uważam, że musimy je przerwać i potrzebujemy do tego więcej mężczyzn. Niestety, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Mówię o tym od razu, bo facetom trudno w męskiej kulturze sprzeciwiać się innym facetom, to jeden z powodów, dlaczego część zmiany, która musi nastąpić, nie dotyczy tylko zrozumienia tych problemów jako męskich, ale również podniesienia kwestii przywództwa mężczyzn. Ostatecznie odpowiedzialność za zajęcie stanowiska w tych kwestiach nie powinna spadać na ramiona chłopców, nastolatków z gimnazjum czy studentów. To powinno leżeć w gestii mężczyzn z władzą. To dorosłych mężczyzn z władzą powinniśmy pociągnąć do odpowiedzialności za bycie liderami w tych kwestiach. Bo kiedy ktoś w kulturze równości zabiera głos i się sprzeciwia, on lub ona uważani są za liderów, prawda? Jednak na większą skalę potrzebujemy więcej mężczyzn z władzą, którzy traktują te kwestie priorytetowo, a tego jeszcze nie widzieliśmy. Kilka lat temu brałem udział w kolacji z wojskowymi, z którymi często pracuję. Podczas kolacji pewna kobieta spytała... Wydawało jej się, że była sprytna i spytała: „Jak długo zajmujesz się uwrażliwianiem wojskowych?" Odpowiedziałem: „Z całym szacunkiem, nie uwrażliwiam Marines. Prowadzę trening przywództwa w Marine Corps". Wiem, że moja odpowiedź była trochę pompatyczna, ale to istotna różnica, bo nie wierzę, że potrzebujemy kształcenia wrażliwości. Potrzebujemy szkoleń przywódczych. Bo kiedy na przykład profesjonalny trener czy manager drużyny baseballowej, nożnej - a działam intensywnie również w tym obszarze - wyrazi seksistowskie, homofobiczne, rasistowskie opinie, wywoła to dyskusję na blogach sportowych czy radio. Niektórzy powiedzą: "Potrzebuje szkolenia z wrażliwości". Inni powiedzą, „Dajcie spokój. Cały ten amok politycznej poprawności dookoła. Powiedział coś głupiego. Wielka rzecz". Uważam, że taka osoba nie wymaga treningu wrażliwości. Potrzebuje szkolenia z przywództwa, bo jest złym liderem w społeczeństwie płciowej i seksualnej różnorodności... (Brawa) ....zróżnicowania rasowego i etnicznego. Takie komentarze dyskredytują przywództwo. Jeśli przekonamy do tego, o czym mówię, wpływowych mężczyzn i kobiety naszego społeczeństwa na wszystkich szczeblach instytucjonalnych władz, to wpłynie to na zmianę, ulegnie zmianie paradygmat myślenia ludzi. Dużo pracuję w college'ach i na uniwersytetach sportowych w całej Ameryce Północnej. Tak dużo wiemy o sposobach zapobiegania przemocy domowej i seksualnej. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla college'u czy uniwersytetu, który nie prowadzi obowiązkowych szkoleń na temat przemocy domowej i seksualnej dla wszystkich studentów, sportowców, trenerów, administratorów, jako integralną część procesu edukacyjnego. Wiemy, że możemy to zrobić z łatwością. Ale czego brakuje? Przywództwa. Ale nie przywództwa studentów-sportowców. Przywództwa dyrektora, rektora uczelni, osób odpowiedzialnych za decyzje odnośnie zasobów i priorytetów instytucjonalnych. W większości przypadków to porażka męskiego przywództwa. Spójrzmy na Penn State. Penn State dała nam świetny pokaz „podejścia postronnych". Doszło tam do tak wielu sytuacji, w których mężczyznom z władzą nie udało się ochronić dzieci, w tym przypadku chłopców. To naprawdę niewiarygodne. Ale kiedy się zastanowić, zdajemy sobie sprawę, że na mężczyznach ciąży presja. Istnieją ograniczenia w męskiej kulturze, dlatego musimy ich zachęcać, by próbowali się przez nie przebić. Jednym ze sposobów jest wyraźne zaznaczenie, że jest strasznie dużo mężczyzn, którym zależy na tych kwestiach. Wiem to. Pracuję z mężczyznami, dziesiątkami tysięcy, setkami tysięcy od wielu lat. To przerażające, gdy pomyśleć, od jak wielu lat. Wielu mężczyznom zależy na tych kwestiach, ale to nie wystarczy. Potrzebujemy więcej mężczyzn z odwagą, siłą, z moralnym kręgosłupem, żeby przerwać współudział ciszy i stanowić dla siebie wyzwanie, by popierać kobiety, nie być przeciwko nim. To nasza powinność względem kobiet. Bez wątpliwości. Ale również względem naszych synów. Młodych, którzy dorastają na całym świecie i nie mają możliwości wyboru, żyjąc w kulturze, która mówi, że męskość wygląda tak, nie inaczej. Oni nie mają możliwości wyboru. My, którzy go mamy, mamy również możliwość i odpowiedzialność względem nich. Mam nadzieję, że mężczyźni i kobiety, idąc naprzód, współpracując, rozpoczną zmiany i transformację, dzięki której przyszłe pokolenia nie będą cierpieć z powodu tragedii tych rozmiarów, co dziś. Wiem, że możemy to zrobić. Możemy zrobić to lepiej. Bardzo dziękuję. (Brawa)

źródło: http://www.ted.com/talks/jackson_katz_violence_against_women_it_s_a_men_s_issue?language=pl#t-116472

 

Akcja "Razem przeciw kulturze gwałtu"

Linijka na dekolcie, zamiast centymetrów - obraźliwe hasła. Mocna kampania społeczna

Tuż przy szyi - "staromodna", kawałek niżej -"zaczepna". A dalej "sama o to prosi", "szmata". I hasło: "Nie oceniaj wartości kobiety po jej ubiorze". Kampania społeczna w obrazowy sposób zwraca uwagę na kwestie szacunku wobec kobiet i oceniania po wyglądzie.

Na trzech plakatach przygotowanych przez Theresę Wlokka i studentów z Miami Ad School Europe w Hamburgu widać zdjęcia kobiet i "linijki" na dekolcie, udach i w miejscu obcasów. Zamiast skali na linijkach widnieją obraźliwe, oceniające hasła kierowane do kobiet ze względu na ich strój.

HTML5 Icon

Długa spódnica i wysoki dekolt wiążą się z etykietami "cnotki", "staromodnej", "nudziary". Z kolei im głębszy dekolt i wyższy obcas, tym ostrzejsze oceny: kierowane wobec kobiet: "bezczelna", "prosi się o to", "szmata".

HTML5 Icon

Kampania zwraca uwagę, że każdy ma prawo decydować o tym, jak wygląda, nie narażając się na oceny i wyzwiska ze strony innych. Akcja została przygotowana dla "Terre des Femmes", niemieckiej organizacji non profit, walczącej o prawa kobiet.

HTML5 Icon

Internauci zwracają uwagę, że kampania jest prawdopodobnie zainspirowana zdjęciem kanadyjskiej artystki Rosy Lake sprzed ok. 2 lat. Kanadyjka w ramach szkolnego projektu narysowała i sfotografowała na nodze swojej przyjaciółki podobną "miarę" z oceniającymi hasłami.