Co trzecia kobieta w Polsce pada ofiarą przemocy domowej

Co trzecia kobieta w Polsce pada ofiarą przemocy domowej. Tylko na Podkarpaciu w ubiegłym roku policjanci interweniowali kilka tysięcy razy. Problem w tym, że kobiety niechętnie o tym mówią i rzadko korzystają z pomocy. Gdzie jej szukać? Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia S.O.S w Lesku to szansa na rozpoczęcie nowego życia. Psychoterapeuci i prawnicy pomogli już ponad tysiącu pokrzywdzonych kobiet.

Życiowa karuzela - tak o swoim życiu mówią między innymi te kobiety. Choć do leskiego ośrodka trafiły kilka miesięcy temu, do dziś ze strachu przed oprawcami nie chcą pokazać twarzy, ani nawet ujawnić imion. Jak wspominają straciły nie tylko dom, ale przede wszystkim godność.

Ośrodek Wsparcia w Lesku przyjmuje każda pokrzywdzona osobę. Dysponuje dwudziestoma miejscami i niemal wszystkie są stale zajęte. Można tu przebywać do trzech miesięcy. Tylko w wyjątkowych przypadkach dłużej. Ofiary domowej przemocy mogą tu liczyć nie tylko na dach nad głowa, ale też pomoc finansową, prawną i psychologiczną.

Pracownicy leskiego ośrodka liczą, że wiele spraw będzie można teraz szybciej rozwiązywać dzięki ratyfikowanej przez Polskę konwencji antyprzemocowej. Czyli sprawcy będą skazywani na kary od trzech miesięcy do nawet 5 lat więzienia. Pracownicy ośrodka uważają, że równie ważna, jak doraźna pomoc kobietom jest prewencja, bo patologiczne zachowania zaczynają się już w szkołach.

źródło: http://rzeszow.tvp.pl/20056900/co-trzecia-kobieta-w-polsce-pada-ofiara-przemocy-domowej

Byłam żoną psychopaty

Siedzisz na zebraniu w pracy. Nagle czujesz wibrujący telefon. Oblewa cię pot, bo wiesz, że jeśli nie odbierzesz, on zgotuje ci piekło. "Co ty robiłaś, szmato?! Puszczałaś się?" - jeśli dzwoni, trzeba odebrać. On musi wiedzieć, gdzie jesteś i co robisz. Wydaje ci się, że nie pozwoliłabyś swojemu mężowi na coś takiego? Monika też tak myślała.

Spotykamy się w kawiarni. Monika jest atrakcyjną kobietą po trzydziestce, może trochę zbyt szczupłą, ale nic nie wskazuje na to, że przeszła przez piekło. Uśmiecha się, zamawia zieloną herbatę. Wszystko zmienia się, kiedy zadaję pierwsze pytanie. Bezwiednie zaciska ręce w pięści, opuszcza ramiona, a na jej twarzy pojawia się napięcie. - Za późno zorientowałam się, że coś zaczyna się "dziać" – mówi. - Byliśmy udaną parą, koleżanki zazdrościły mi tak przystojnego i sympatycznego chłopaka, a później narzeczonego. Szybko, bo już po roku znajomości Marcin mi się oświadczył, a ślub wzięliśmy dziewięć miesięcy później. Było jak w bajce. Patrząc wstecz nie mogę uwierzyć, że mężczyzna, który nosił mnie na rękach mógł zmienić się w potwora.

Jesteś nikim

Ani w okresie narzeczeństwa, ani tuż po ślubie nic nie wskazywało na to, że związek Moniki może nie być udany. Mając ustablizowane życie, kochającego męża i dobrą sytuację finansową szybko zdecydowała się na dziecko. Dopiero wtedy Marcin zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz.

- Kiedy zdecydowałam się odejść od męża zaczęłam szukać kontaktu z kobietami, które przeżywały to samo, co ja – wspomina Monika. - W wielu przypadkach psychopata nie był tak ostrożny, jak Marcin i szybciej ujawniał swoją prawdziwą naturę. Pewna dziewczyna opowiadała o dniu swojego ślubu – jej książę z bajki dosłownie po kilku godzinach od złożenia przysięgi zmienił się nie do poznania. Przyszedł do niej, kiedy poprawiała makijaż w apartamencie i zaczął ją poniżać. Mówił, że to jej i tak nic nie pomoże, bo ma szpetną mordę, jest obleśna i nikt poza nim jej nie zechce. Goście bawili się na dole, a ona kuliła się i wyła, podczas gdy ukochany mąż mieszał ją z błotem. Żałuję, że u mnie tak nie było. Może wtedy od razu zdecydowałabym się odejść i wyszłabym z tego związku w lepszym stanie.

Marcin trzymał jednak fason na tyle długo, by Monice trudniej było wyplątać się z małżeństwa. Była już nie tylko jego żoną. Nosiła też w sobie jego dziecko.

- Przemoc w związku zawsze zaczyna się metodą małych kroczków. Psychopata najpierw bada, na ile może sobie pozwolić. Przekracza kolejne granice, ale robi to na tyle umiejętnie, że kobieta się na to godzi. U mnie zaczęło się od nieprzyjemnych słów w kłótniach: "jesteś głupia", "masz dwie lewe ręce", "ciąża ci nie służy", "zaniedbałaś się". To bolało, ale wydawało się jeszcze możliwe do przyjęcia. Po jakimś czasie słowa robiły się trudniejsze do zniesienia: "spasłaś się", "jesteś do niczego", "nie mogę na ciebie patrzeć". I dalej: "tłusta świnio", "jesteś nikim", "rzygać mi się chce, jak na ciebie patrzę". Dlaczego się na to godziłam? Bo po każdej takiej kłótni przepraszał, kajał się i był milszy niż zwykle.

Literatura poświęcona przemocy w związku wyróżnia etap "miesiąca miodowego" – pojawia się on wtedy, gdy sprawca przesadzi. Wtedy sięga po inną niż wyzwiska artylerię: głaszcze, chwali, rozpieszcza, daje prezenty, pomaga w pracach domowych, organizuje wyjścia do kawiarni czy do kina. W ten sposób jeszcze mocniej przywiązuje do siebie ofiarę, która wybacza coraz gorsze zachowania, bo przecież "teraz jest taki cudowny".

Jestem panem

Obok coraz bardziej nieprzyjemnych słów Marcin wprowadzał do swojego małżeństwa także kontrolę nad żoną. Początkowo były to tylko częste telefony, kiedy był w pracy. "Żeby sprawdzić, czy dobrze się czujesz" – jak tłumaczył.

- Cieszyłam się, że się o mnie martwi – wspomina Monika. - Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa. Byłam w zaawansowanej ciąży, sama w domu, a dzięki tym telefonom nie bałam się, że zemdleję, przewrócę się albo zacznę rodzić i nikt się o tym nie dowie. Wiedziałam, że Marcin błyskawicznie tu będzie, jeśli nie odbiorę telefonu. Nie wiedziałam, że wydzwanianie nie skończy się po porodzie. I że wtedy też przyjedzie, jeśli nie odbiorę. Nie dlatego, że będzie się martwił...

Okazało się, że Monika po prostu musi odbierać telefon. Dokładnie wtedy, kiedy będzie dzwonić, a nie po pięciu dzwonkach. Oddzwanianie też nie wchodziło w grę.

- Jeśli zbyt długo nie odbierałam, czekała mnie wielka awantura. Wrzeszczał, że on ma prawo wiedzieć, gdzie jestem i co robię. Pytał, czy się puszczam, czy jestem z kochankiem. To było świeżo po porodzie, chodziłam przemęczona z braku snu, mała ciągle miała kolki, nie miałam siły zastanowić się, jak nienormalne są jego zachowania.

Marcin zawsze był zazdrosny, ale początkowo Monika traktowała to jako dowód miłości ze strony męża. To dawało jej poczucie, że jest atrakcyjna. Po porodzie oprócz kontrolnych telefonów zaczęło się też szperanie w komórce Moniki. Każdy przychodzący SMS był czytany najpierw przez niego. Pod byle pretekstem brał jej telefon, przeglądał wiadomości i połączenia. Nawet się z tym nie krył, często wypytując, dlaczego ktoś do niej dzwonił i czego chciał.

- Dawał mi do zrozumienia, że to on jest panem – wspomina Monika. - Byłam jego własnością i musiałam się podporządkować. Najstraszniejsze jest to, że w jakiś sposób naprawdę w to uwierzyłam!

Psychopata to człowiek, którego osobowość określa się w psychologii jako "dyssocjalną". Charakteryzuje go brak empatii, wyrzutów sumienia i poczucia winy, narcyzm, roszczeniowa postawa, agresja, brak cierpliwości i wysokie umiejętności manipulacyjne. Psychopata sprawia zwykle wrażenie osoby sympatycznej, życzliwej, towarzyskiej – łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi i potrafi stwarzać pozory "fajnego gościa" czy też dobrej partii. Jeśli dodać do tego, że stanowią oni 4 proc. społeczeństwa nie dziwi, że tak wiele kobiet wchodzi w związek z psychopatę.

Wróćmy jednak do Moniki i Marcina. Dlaczego kobieta nie była w stanie powiedzieć "dość", kiedy mąż zaczął kontrolować każdy jej krok i każdą rozmowę telefoniczną? Zadziałała manipulacja. W pewnym momencie Marcin zaczął alergicznie reagować na przyjaciółki Moniki, jej rodzinę i każdego kolegę płci męskiej.

- Krytykował moich najbliższych – wyjaśnia Monika. - U każdego znajdował jakieś wady, czasem pozwalał sobie na kłamstwo, żeby zniechęcić mnie do przyjaciółek. O jednej z nich powiedział, że próbowała się do niego dobierać... Jak się później okazało, to nie była prawda, ale słysząc to natychmiast zakończyłam naszą znajomość.

Marcin często podkreślał, że tylko on Monikę rozumie, tylko on kocha ją bezwarunkowo i nigdy jej nie zdradzi. Zaczął budować wokół nich mur – odcinał siebie, żonę i dziecko od reszty świata, żeby Monika nie mogła zwrócić się o pomoc do bliskich, żeby nikt nie powiedział jej, że z boku widać, że z Marcinem coś jest nie w porządku. Byli tylko oni, przeciwko wrogiemu światu.

- A ja jakoś coraz rzadziej dostrzegałam, że to Marcin jest tu najbardziej wrogi. Odebrał mi radość życia, znajomych, poczucie własnej wartości, moje pasje. Stałam się jego własnością – kucharką, sprzątaczką, nianią dla dziecka i kochanką. Nie było już mnie – Moniki. Nie mogłam ubierać się tak, jak chciałam, bo nazywał mnie wtedy szmatą. Nie mogłam się malować, bo mówił, że wyglądam jak ździra. Nie mogłam wychodzić z domu, bo na pewno bym się szlajała, puszczała. Nie mogłam czytać książek, bo marnuję czas.

Nie możesz odejść

Życie z psychopatą, ciągłe manipulacje, przemoc psychiczna i ekonomiczna (nie dawał jej pieniędzy) stały się dla Moniki codziennością, czymś normalnym. Jak dziś mówi, pewnie przeżyłaby tak całe życie, bo Marcin wmówił jej, że nie ma w tym nic niezwykłego, a do tego ona nie zasługuje przecież na więcej. Poza tym utwierdzał ją w przekonaniu, że nie da sobie bez niego rady, bo nic nie potrafi i niczego nie ma, no i nikt jej przecież nie zechce.

- To był czysty przypadek, że spadły mi klapki z oczu – mówi Monika. - Czekałam w kolejce do dentysty, wertowałam jakąś gazetę, a tam... artykuł o przemocy w związku. Nie pamiętam, co konkretnie przykuło moją uwagę, ale na pewno już we wstępie przeczytałam słowa, które zwaliły mnie z nóg. Zrozumiałam, że to o mnie. Byłam tak roztrzęsiona, że nie poszłam już do dentysty. Spisałam tylko numer poradni dla ofiar przemocy zamieszczony na końcu artykułu i wybiegłam z gabinetu. Nie czekając, aż minie mój zapał umówiłam się na rozmowę. Los mi sprzyjał, bo udało się jeszcze tego samego dnia. Chciałabym powiedzieć, że moje życie zaczęło się wtedy na nowo, ale niestety jeszcze nie – wtedy zaczął się prawdziwy koszmar.

Kiedy powiedziała Marcinowi, że odchodzi, wyśmiał ją. Mówił, że nie ma dokąd pójść, nie ma pieniędzy i nie da sobie bez niego rady. Groził też, że odbierze jej prawa do opieki nad dzieckiem, bo jest "wariatką". Pod jego nieobecność spakowała jednak najpotrzebniejsze rzeczy i razem z córką uciekła do mamy. Miała tyle szczęścia, że ta wysłuchała jej opowieści i uwierzyła (zwykle psychopata tak dobrze się maskuje, że bliskim ofiary wydaje się, że ta kłamie). Wtedy zaczęło się nękanie telefonami, SMS-ami, wystawanie pod przedszkolem córki i wmawianie jej, że mama jest zła. Marcin śledził Monikę, włamywał się na jej skrzynkę mailową i potrale społecznościowe, pisał obraźliwe wiadomości do jej przyjaciół. Oczywiście nie zgadzał się na rozwód bez orzekania o winie, groził nawet, że udowodni, że to Monika jest winna i nie nadaje się do opieki nad dzieckiem. Małej nie odprowadzał do domu na czas, kiedy zabierał ją na widzenia. Raz wyjechał z nią nawet za miasto i nie odzywał się przez trzy dni. Przez kilka miesięcy Monika funkcjonowała tylko dzięki silnym psychotropom, zasypiała łykając tabletki nasenne i była tak znerwicowana, że nie mogła jeść.

- Piłam jogurty, bo tylko to przechodziło mi przez gardło – wspomina. - Zmuszałam się, żeby je przełknąć, bo bałam się, że zasłabnę. Schudłam 15 kilo i wyglądałam jak ciężko chora.

Sytuacja wydawała się beznadziejna – Marcin nie zgadzał się na rozwód, na każdym kroku uprzykrzał Monice życie i sprawiał, że traciła zapał do walki. W pewnej chwili rozważała nawet powrót do męża, żeby tylko to piekło się skończyło.

- Wtedy moja terapeutka odesłała mnie do prawnika specjalizującego się w podobnych sprawach. Okazało się, że Marcin popełnił błąd – zostawiał ślady. Miałam przecież całą skrzynkę odbiorczą zapełnioną SMS-ami, w których groził mi śmiercią, pisał, że mnie zniszczy, wyzywał od najgorszych. To wystarczyło, żeby dostać rozwód z orzekaniem o winie, odebrać mu prawa do kontaktu z dzieckiem i uzyskać zakaz zbliżania się do mnie. Myślałam, że będzie próbował to obejść, ale skapitulował. Moje nowe życie zaczęło się 19 września 2013 roku. Od tego czasu jestem wolna, od tego dnia już go nie widziałam. Niestety doszły mnie słuchy, że niedługo po naszym rozwodzie znalazł sobie nową kobietę i planują ślub. Nie mam złudzeń, że się zmienił. Mam tylko nadzieję, że ta nowa kobieta zrozumie, jaki jest szybciej niż ja. Zanim będzie za późno.

Gdzie szukać pomocy?

  • Ogólnopolski Telefon dla Ofiar Przemocy w Rodzinie - 801 12 00 02.
  • Specjalistyczne Ośrodki Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie (w każdym mieście).
  • Miejskie Ośrodki Pomocy Rodzinie (bezpłatnie konsultacje).

źródło: www.onet.pl

Zajęcia antyprzemocowe w ZSL w Lesku

W dniu 22 kwietnia 2015 r. w Zespole Szkół Leśnych w Lesku z inicjatywy pani Jadwigi Gawlewicz - pedagoga szkolnego, odbyło się spotkanie uczniów z Dyretkorką Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie SOS w Lesku - Joanną Szurlej. W trakcie spotkania zostały omówione kwiestie dotyczące zjawiska przemocy w rodzinie. Uczniowe biorący w nim udział po zakończonym spotkaniu mieli okazję zadać anonimowo nurtujące ich pytania. Odpowiadamy na jedno z nich:

Pyt.:  Czy jeśli partner uderzy jeden raz, to będzie się to powtarzało?

Odp: Istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie będzie. Jeśli pozwoli się komuś stosować przemoc, osoba ta poczuje, że ma przyzwolenie na takie zachowania, i prawdopodobnie będzie je powtarzać w relacji, aby uzyskać przewagę i dominację. Przemoc przeważnie występuje w cyklach. Więcej o cyklach przemocy: http://bit.ly/1HZ7Al5